Długie życie ciecierzycy

Rozsądne gospodarowanie jedzeniem sprowadza się w sumie do opracowania cyklów życiowych każdego ze składników. Wstyd przyznać, ale dotychczas skupiałam się tylko na pieczywie i ciecierzycy. Chleb oczywiście kończył na patelni, gdzie jego zmiękczona jajkiem czerstwość nabierała odpowiedniego smaku. Z cieciorką sprawa była trudniejsza. Kto przyrządzał kiedyś to warzywo, ten wie, ile czasu pochłania doprowadzenie go do stanu jadalnego. Całonocne moczenie w wodzie, potem godzina-dwie gotowania – takie zabiegi są jednak w dzisiejszych czasach nie lada wysiłkiem. Oczywiście, w sukurs przychodzi przemysł konserwowy, ale ostrzegam – za wygodę zapłacimy nie tylko pieniędzmi, ale także smakiem. Jeśli więc wkładam tyle pracy w ciecierzycę, przyrządzam jej więcej niż mi trzeba. Co z nią zrobić, aby nie zanudzić się przez następny tydzień?

U mnie cykl życia ciecierzycy wygląda tak:

1. część trafia na patelnię, do podtuszonego z czosnkiem szpinaku, który mieszam z mozzarellą i makaronem ryżowym. całość smakuje zaskakująco dobrze i wykorzystywana jest jako obiad do pracy.

2. część miksuję blenderem z czosnkiem, oliwą i solą. jako pasta trafia  na kanapki, koniecznie w towarzystwie kiszonego ogórka.

3. do resztki dodaję tahinę, czyli pastę sezamową, i mam hummus. z jakiegoś powodu hummus smakuje mi tylko z chlebem naan albo innym płaskim plackiem. zresztą jem go w niewielkiej ilości.

4. jeśli z  punktów 2 i 3 zbierze się niedojedzona resztka, polecam wrzucić ją na patelnię, dodać makaron ryżowy, roztrzepane jajko i pomidorki cherry. do pochłonięcia radzę przyprawić keczupem.

 

This entry was posted in Słony and tagged . Bookmark the permalink.

Comments are closed.