Powiedz „tak”

Jest prawdą powszechnie znaną, że realizującym pasje i pracującym zarobkowo słoikom  do szczęścia brak (tylko) domu. Udało się nam dotąd uciułać na:
- samochód, co powoli osiąga pełnoletność (ale pozwala uniezależnić się od niezwykle sprawnego systemu transportu znanego jako PKS),
- masę sklejki, tektury, tkanin i szkła z IKEA, 
- wędki, haczyki, przynęty i inny podobnie NIEZBĘDNY SPRZĘT, o którym m. marzył w dzieciństwie (ciekawostka: każda taka rzecz z kolekcji m. wymaga specjalnego pokrowca produkcji firmy x, a następnie jego droższej wersji z firmy y), 
- trzy akwaria, z czego dwa z wodą, z czego jedno z rybkami (jeśli się ktoś zastanawia, jak m. godzi wędkarstwo z akwarystyką… godzi.)
- mały wolno stojący piekarnik oraz dwa pudła niekoniecznie odpakowanych akcesoriów cukierniczych.
 
Jak jest? Ani biednie, ani za specjalnie bogato. Gdzie jest? Na wynajętych w bardzo przystępnej cenie 37 metrach, które właściciel mieszkania zagracił do bólu wspomnieniami z czasów Gierka. Swoją drogą, podobno moje pokolenie już Gierka nie powinno kojarzyć, a co dopiero żyć w wykreowanej przez niego przestrzeni domowej, ale to już całkiem inna historia. Ważne, że kto przyjdzie w gości, ten zaraz z dobrego serca doradza poszukać innego lokalu. Czasem o 6 rano w łóżku potrafi się z podobną poradą zjawić i karaluch, ale po dekadzie w stolicy nawet tak małomiasteczkowa panienka jak ja zdążyła się uodpornić na widok robactwa (na dotyk się nie da… taki dotyk boli całe życie…).
 
Tak się składa, że w pracy codziennie namawiam ludzi do „spełnienia marzeń o własnych czterech kątach”, a wieczorami razem z m. oglądamy „Grand Designs” – brytyjski program o domach budowanych na indywidualne zamówienie. To nie przeszkadzało mi dotąd nie myśleć o własnym M, co, zdaje się,  gubiło mnie w niektórych sytuacjach..
 
[Urzędniczka USC: Czy zmienia Pani adres?
Ja: ??
Urzędniczka USC: Czy zmienia Pani adres zameldowania? Przeprowadza się Pani do męża?
(swoją drogą, dopiero sobie uświadomiłam, że m. tego pytania nikt nie zadał!)]
 
I tak by to wszystko trwało w najlepsze, gdyby nie znalazł się kupiec na nie nasze mieszkanie. Ale znalazł się, i to dokładnie dwa dni przed naszym ślubem. Wygnani z 37 metrowego raju, w obliczu wiecznej tułaczki postanowiliśmy… skręcić w nową drogę życia. To będzie zapis naszego „Wielkiego Projektu”. 
Sobie – na pamiątkę. Wam – ku przestrodze? na zachętę? – to się dopiero okaże.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
This entry was posted in Nasz Wielki Projekt and tagged , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.