Koszt skosztowania czerwca

..nawet w marcu jest niewielki. Kupujemy mrożone truskawki (w Auchan zapłaciłam ostatnio 5 zł za 0,5 kg), rozmrażamy je przez noc w lodówce. Pieczemy bezę – dla niezaznajomionych przypominam, że wystarczy ubić białka ze szczyptą soli, dorzucić cukier, potem ewentualnie coś smakowego albo np. mak, jak ja wczoraj; wycisnąć masę w małe ciasteczka i podpiec przez godzinkę lub dwie w np. 100°C  (na początku przez ok. 3 minuty przyrumieniłam je jeszcze w  190°C, ale kto co lubi). Blenderem uszlachetniamy twaróg z jogurtem, ubijaczką mieszamy go potem z cukrem pudrem i sokiem zlanym z rozmrożonych truskawek. Nadziewamy te nasze beziki albo kruszymy je do pucharków wraz z masą twarogową i pokrojonymi truskawkami.
 
Mądrość ludowa mówi, że „w marcu jak w garncu”.  Ale my sami możemy co nieco do tego garnka włożyć, szczególnie gdy za oknem tyle śniegu, a nam się marzy zupełnie inna pora roku. Zresztą, smak świeżych truskawek poprawia humor, a to klucz do rozbrojenia niedzielnych popołudni. 
 
beziki
Na zdjęciu inny wariant kremu – z syropem z dzikiej róży i sokiem z grejpfrutów. 
This entry was posted in Wypieki and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.